O pokusie wydawania pieniędzy

      Brak komentarzy do O pokusie wydawania pieniędzy

Dzisiejsza notka to raczej zlep moich nieułożonych przemyśleń o pokusie wydawania pieniędzy. Dotyczą one głównie konsumpcjonizmu, podejścia do roztrwaniania i oszczędzania pieniędzy. Nie znajdziecie tu dzisiaj gotowego szablonu na odłożenie paru złotych. Nie znajdziecie też recepty na trzymanie w ryzach swoich finansów.

O pokusie wydawania pieniędzy

Niepowstrzymana chęć zakupu

Mną, tak jak każdym człowiekiem, rządzą czasami mniejsze lub większe pokusy. Wielokrotnie zdarza mi się, że czuję potrzebę zakupu jakiejś pierdoły, która z pewnością nie jest mi do niczego potrzebna. Często dotyczy to bardzo trywialnych sytuacji.

Od dziecka lubiłem słodycze i w młodości przeznaczałem na nie sporą część moich pieniędzy. Do dzisiaj, gdy widzę osobę idącą z moim ulubionym batonem, od razu czuję potrzebę odwiedzenia sklepu i zakupienia jednego dla siebie. Przykład jest na pewno bardzo pospolity, ale naprawdę tak to na mnie działa. Podobnie, gdy widzę kogoś w aucie, które mi się podoba, ale mnie na nie nie stać. Oczywiście w tej rozprawce nie chodzi mi o słodycze ani samochody. Bardziej niż one interesuje mnie przyczyna zapalania się w głowie lampki sygnalizującej potrzebę zakupu. Zastanawia mnie natura tego zachowania – chęci posiadania czegoś co mają inne osoby.

Kiedyś bardzo podobał mi się pewien model samochodu, chorowałem na niego jeszcze zanim zrobiłem prawo jazdy. Później, gdy już zdałem egzamin na kierowcę, moja sytuacja finansowa nie pozwalała nawet na zakup malucha. Dopiero pierwsza poważna praca dała mi środki wystarczające na zakup wymarzonego pojazdu.

Czy poczułem radość z faktu posiadania nowego auta? Zdecydowanie tak, niestety to uczucie trwało niezbyt długo. Po zakupie pojazdu nastała we mnie jakaś pustka. Tak długo przecież o nim myślałem i wyobrażałem sobie siebie za kierownicą tego bolidu, a gdy już go miałem nie czułem praktycznie nic. Zacząłem szybko myśleć o innym samochodzie, droższym, lepszym. Szybko uświadomiłem sobie, że droga do szczęścia nie wiedzie przez rzeczy materialne. Stan posiadania nie ma żadnego wpływu na poczucie własnej wartości. Wydaje mi się, że człowiekowi po prostu zawsze będzie mało, a niebo gdzie indziej będzie zawsze bardziej błękitne.

O pokusie wydawania pieniędzy, zwłaszcza nie swoich

Mając jeszcze naście lat zdarzyło mi się kilkukrotnie naciągnąć swoich rodziców na zakup różnych rzeczy, na które nie było ich wtedy stać. Z dzisiejszej perspektywy nie pochwalam zachowania swojego, ani moich rodzicieli. Ja powinienem bardzieć zdawać sobie sprawę z priorytetu swoich zachcianek, oni natomiast nie powinni ulegać żądaniom kogolwiek z nieważne jakich powodów.

Ludzka natura funkcjonuje w bardzo dziwny sposób, brakuje nam cierpliwości i spokoju w dążeniu do celu. Jeśli chcemy mieć coś nowego, próbujemy uzyskać to wszelkim kosztem. Często sięgamy po kredyty, żeby dostać to czego wydaje nam się, że potrzebujemy. Nie zwracamy uwagi na to, że nas po prostu na coś nie stać, że biorąc pożyczkę płacimy za to dużo więcej pieniędzy i nabijamy sakwę bankierom płacąc po 20% odsetek.

Zastanawiam się czy takie działanie to efekt ulegania chwilowej modzie, która podpowiada nam, że powinniśmy posiadać dany przedmiot, żeby dalej być trendy? Czy może jest to skutkiem wpływu jaki wywiera na nas sztab marketingowców kryjących się za każdą reklamą w telewizji, radiu i gazecie? Czy może jest to wina banków, które powodowane chęcią własnego zysku udzielają kredytów każdemu kto o nie poprosi?

Nie, myślę, że chodzi o coś więcej, że winni temu wszystkiemu jesteśmy my sami. Że jesteśmy odpowiedzialni za każdą nieprzemyślaną decyzję.

Grunt to zdrowy rozsądek…

…i chłodne myślenie. Uważam, że każdą decyzję o zakupie jakiegokolwiek przedmiotu powinno się przekalkulować w głowie, zadać sobie kilka podstawowych pytań. Najważniejsze – czy ten przedmiot jest mi potrzebny do szczęścia? Czy jeśli go kupię poczuję się lepiej? Czy kupuję go tylko po to, żeby poprawić sobie nastrój?

W artykule „Złe nawyki oszczędzania” wyjaśniałem pobieżnie w jaki sposób działa zakupoholizm. Mówi on o pokusie wydawania pieniędzy w stopniu, który przestajemy kontrolować. Myślę, że każdy kto czuje, że zbyt często wybiera się do galerii handlowych, powinien zapoznać się z tą notką i zastanowić się czy nie dotyczy go ta przypadłość. Swoją drogą jest to choroba, którą leczy się z zastosowaniem terapii grupowej.

Myśleć o przyszłości

Moim zdaniem powinniśmy odrzucić konsumpcjonizm i skupić się na celach długoterminowych. Przyjęcie strategii minimalizmu pozwoli nam nie tylko na ograniczenie bieżących wydatków. Da nam także poczucie większej kontroli nad sobą, pozwoli uwolnić się od marketingowców zatruwających codziennie nasze głowy.

Uważam, że jeśli bardzo chcę mieć coś nowego, np. auto, to powinienem przyjąć to za mój nowy cel długoterminowy. Nie zaciągać kolejnych zobowiązań, żeby móc mieć je od razu, lecz cierpliwie zbierać pieniądze na ten cel. Takie działanie powoduje, że nasza sytuacja finansowa będzie o wiele lepsza. Przecież nie zwiększamy w ten sposób swojego zadłużenia i nie przepłacamy przez to za samochód. Wręcz przeciwnie, zwiększymy saldo swojego majątku i dokonujemy transakcji dopiero w momencie, gdy będzie nas na to auto stać. Po prostu nie wydajemy nie swoich pieniędzy, lecz cierpliwie i skutecznie dążymy do celu.

Takiego podejścia do wydawania pieniędzy życzę Wam wszystkim. Pamiętajcie proszę, że kredyty to zło 🙂 zwłaszcza, gdy zaciągamy je na spełnienie zwykłych zachcianek. O pokusie wydawania pieniędzy można napisać by esej, liczę jednak na to, że sami głębiej przemyślicie swoje podejście do sprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *